por. Rajmund Feliks Świętochowski
Urodzony: 1912 r.
Zgon: 2 wrzesień 1939 w wieku 27 lat

2 września 1939 r. doszło przy szlabanie granicznym w Barwinku do incydentu, w wyniku którego zastrzelony został polski oficer – por. Rajmund Świętochowski – dowódca I plutonu 1. kompanii w batalionie KOP „Dukla”. W wyniku odwetu, pomimo braku zgody dowództwa, wypad żołnierzy 1 plutonu doprowadził do spalenia piętrowego drewnianego budynku słowackiej strażnicy.
Dopiero 5 września Słowacy wydali ciało por. Świętochowskiego.

„Por. Świętochowski, jak prawie codziennie ta i 2 września, udał się ok. godz. 9.00 na przejście graniczne Barwinku, aby porozmawiać ze słowackimi strażnikami granicznymi z sąsiadującej granicy oraz przekazać polską prasę. Jako ubezpieczenie pozostawił kilkadziesiąt metrów przed granicą dwóch strzelców: Feliksa Sosnowskiego i Wincentego Kabzę. W rozmowie ze Słowakami, wśród których było oficer, por. Świętochowski starał się zasięgnąć wiadomości o nastrojach wśród nich panujących.

Podczas tej rozmowy wyszedł z bunkru i podszedł do bramki granicznej Słowak Sekel z Gwardii Hlinkowej, znany z prohitlerowskich sympatii. Niebawem dołączyli inni Słowacy z oddziału, który tego dnia przybył na granicę. Po chwili otoczyli polskiego porucznika i błyskawicznie położywszy lufy karabinów do piersi niczego nie spodziewającego się oficera, zażądali odrzucenia broni, podniesienia rąk do góry oraz udania się na stronę słowacką. Świętochowski odpowiedział w jedyny możliwy sposób w takich sytuacjach, przewidziany kodeksem honorowym polskiego oficera. Wystrzelił z pistoletu do dowódcy Słowaków, a sam raniony upadł. Równocześnie strzelcy Sosnowski i Kabza otworzyli ogień z karabinów, po których padło dwóch słowackich żołnierzy, a reszta skryła się w strażnicy, skąd zaczęto ostrzeliwać stronę polską z rkmów.

Polscy strzelcy nie zdoławszy dostać się do dowódcy, wycofali się o zameldowali dowództwo o zdarzeniu. Przeczuwano zasadzkę lub prowokację , dlatego nie wydano rozkazu do zaatakowania słowackiej strażnicy granicznej. Nie otrzymano zezwolenia na akcję odwetową, tylko cichą aprobatę na wypad za granicę.

O godzinie 13.00 rozpoczęła się wyprawa odwetowa. Rozpoczęło się strzelanie polskich ckm-ów, następnie opanowano bramkę graniczną oraz strażnicę, w której natrafiono na broń i dokumenty. Strat w polskim pododdziale nie było. Podczas poszukiwań por. Świętochowskiego znaleziono tylko ślady krwi.

Parter słowackiej strażnicy był pusty, a schody na piętro zabarykadowane, więc oblano wewnątrz i zewnątrz budynek benzyną i podpalono ją. Do późnej nocy paliła się strażnica. Słowacy otworzyli ogień z moździerzy i armaty. Prowadzili go do późnych godzin wieczornych, nie wyrządzając większych szkód.

W rezultacie przeprowadzonej przez Polaków akcji zaczepnej Słowacy mieli jednego zabitego (starszy szeregowy F. Valko) i 15 rannych.

W dniach poprzedzających wybuch wojny polscy i słowaccy żołnierze spotykali się w budynku przy granicy i rozmawiali na bieżące tematy oraz wymieniali między sobą gazety. Zniszczenie słowackiego budynku przez Polaków w trakcie przeprowadzonej akcji odwetowej wystraszyło słowacką ludność przygraniczną i było przyczyną jej ewakuacji na dalsze zaplecze.

Źródło: Janusz Kubit: „Przełęcz Dukielska we wrześniu 1939 roku”, VII t. Biblioteki Dukielskiej.